Rodzinna wyprawa w Tatry

Dwa lata temu w wakacje odkryliśmy naszą rodzinną pasję, czyli wspólne wypady w góry. Zaczęliśmy „patriotycznie”, bo od zdobycia Babiej Góry, potem wyszukiwaliśmy inne szczyty – było Pilsko, Turbacz, Barania Góra, kolejne wejście na Babią i jeszcze jedno na Pilsko, była wędrówka w śniegu w Beskidzie Żywieckim, znowu zaniosło nas na Babią, a sezon zamknęliśmy weekendowym wejściem na Kasprowy.

W tym roku późno, bo 6 lipca, podeptaliśmy pierwszy górski szlak łącząc wyjazd z występem Tomka na XV Poroniańskich Śpasach.

Rodzinny piknik w Poroninie pomógł mi wyhamować po pędzie codzienności roku szkolnego. Organizatorzy bawili nas śpiewem, muzyką, humorem i pomysłami konkursów, aktywności i pysznej strawy, występujące dziecięce zespoły ludowe prezentowały ładny i starannie przygotowany  program artystyczny, był czas na relaks w cieniu drzewa, miłą rozmowę z innymi rodzicami Małych Krakowiaków, sympatyczne przedwakacyjne pożegnanie z „naszą” instruktorką tańca i śpiewu, pluskanie w górskiej rzece i mszę świętą, podczas której mogliśmy podziękować za fajny czas.

Z Poronina pojechaliśmy do Białki Tatrzańskiej na późną kolację tak nieprzyzwoicie dobrą, że szybko przestałam liczyć kalorie, a młodsze dziecię zaraziłam miłością do oscypka. Poprosił, żebyśmy kupili taki do domu i żebym upiekła moją pyszną bagietkę i żebyśmy sobie razem zrobili takie kanapki i je razem zjedli.

W poniedziałek dotarliśmy na parking w Kirach podziwiając widoki i zmiany, jakie podziały się w czasie naszej nieobecności w Tatrach w miejscach nam już znanych, ja zaczęłam lepiej orientować się w położeniu szczytów, dolin i innych atrakcji, a o 8:30 ruszyliśmy na wyprawę zasugerowaną przez wujka Konrada po wspólnym wejściu do Litworowego Stawu Białowodzkiego. Z Kir zielonym szlakiem doszliśmy do doliny Chochołowskiej, potem na polanę Chochołowską do schroniska, stamtąd ruszyliśmy na Grzesia (1653 m n.p.m.), Rakoń (1879 m n.p.m.) i Wołowiec (2063 m n.p.m.). Do schroniska wróciliśmy zielonym, bardzo trudnym szlakiem – strome zejście, które dawało się we znaki kolanom i palcom stóp i drzewa zasłaniające większość widoków. Z doliny wyszliśmy po 21szej, w domu byliśmy chwilę po 23ciej zmęczeni, powłóczący nogami i niezmiernie szczęśliwi.

Wyprawa była długa i trudna, ja miałam nawet obawę, czy nie ponad miarę, ale umówiłam się z sobą, że podsumowania dokonam, gdy zakwasy się wchłoną, a wspomnienia wyjdą ze mnie w postaci uśmiechu i satysfakcji. Była też piękna – słońce nas ogrzewało, a lekki wiatr chłodził, zmęczenie podchodzeniem znikało, gdy oczom ukazywały się kolejne widoki, był czas na milczenie i czas na długie rozmowy, mieliśmy dość, każdy z nas po kolei i wszyscy równocześnie też, przychodziły nam do głowy niesforne żarty i drobne złośliwości, mieliśmy okazję pokazać chłopcom, że cel zdobywa się etapami, a to za sprawą zaskakującej refleksji Tomka o niepotrzebnym zmartwieniu.

Wdrapując się na Rakoń pokazaliśmy chłopcom szlak, którym mieliśmy wrócić do schroniska. Wyglądał jak szara wstęga na tle zielonej ściany, zapowiadał, że lekko nie będzie, ale wszak byliśmy w górach! Gdy zbliżyliśmy się do początku tego szlaku, Tomek krzyknął:

-Mamo! Ja się niepotrzebnie martwiłem, bo to są po prostu schody, a z daleka to wyglądało jak stromizna!

Powiedzieliśmy im wtedy, że patrzenie u stóp góry na jej szczyt może zniechęcić do wędrówki, ale już podzielenie sobie tego na etapy – do krzaczka, do skały, do zakrętu, do krzywej sosny – pozwala z przyjemnością dotrzeć celu.

Podczas jednego z postojów na szlaku Szymek zapatrzył się w dal i zawołał zaskoczony:

-Czy ktoś widział płynącą trawę?!

Zapytany, co ma na myśli, pokazał nam łan trawy bujanej wiatrem, a wyglądającej jak rzeka! Zawołałam urzeczona:

-Piękne to jest! Wygląda jak płynąca rzeka!

Tomek sprowadził mnie na ziemię zauważając:

-Przecież rzeka nie płynie pod górę!

Przyznaliśmy mu rację śmiejąc się do tego widoku, do naszych skojarzeń i wspólnej frajdy przeżywanej półtora kilometra nad poziomem morza.

A dziś cieszę oczy zdjęciami z wyprawy … .

IMG_20150706_125709 20150706_132620 20150706_145123 20150706_153627 IMG_20150706_162201 IMG_20150706_182756

Reklamy

7 uwag do wpisu “Rodzinna wyprawa w Tatry

  1. uwielbiam widok tańczących traw czy zboża oceanu… a Babia Góra przypomina mi o dzieciństwie 🙂 Cieszę się, że mieliście fajny rodzinny czas.

  2. rodzina mojego taty pochodzi z okolic. Często zatem tam lądowaliśmy. Jeden z moich kuzynów miał manią malowania BG. zawsze gdy go odwiedzaliśmy oglądaliśmy jej nowe interpretacje 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s