Ja z powrotem na rowerze!

Dożyłam tej chwili!

Doczekałam się!

Cieszę się!

Możemy już we czwórkę sunąć na rowerach na wycieczki i korzystamy z tego chętnie!

Wczoraj w wąskim gronie rodzinnym, a dziś w towarzystwie, dotarliśmy spod AWF-u bulwarami Wiślanymi na lody do fajnej lodziarni blisko Rynku Podgórskiego, tuż za zjazdem z kładki Bernatka. Można oprzeć rower, można usiąść na ławkach i spokojnie delektować się smakiem tradycyjnych włoskich lodów, a potem wrócić do domu „po śladach”.

Nie mam zdjęć z wyprawy-ot zmiany w sposobie na zajęcie rąk (i głowy) na spacerach.

Mam fajne wspomnienia i refleksje … .

Ponieważ już w parku Lotników Szymek poturbował się mocno (jak los może być tak wredny i początkującemu rowerzyście stawiać takie wyzwania!), zdecydowałam, że dalszą część trasy robię z nim ja.  Był tak obolały i … wściekły, że upadł, że długo płakał, ale pomysł odwiedzenia lodziarni w Podgórzu pomogła mu uporać się ze słabościami i dotrzeć do celu, zjeść ze smakiem lody pomarańczowe i cytrynowe, a potem pędzić do domu drżąc tylko lekko na widok górki.

Ja miałam okazję spędzić z nim czas „bez świadków i rozpraszaczy”, co okazało się przyjemne, ciekawe, wesołe, a czasem … męczące. Te wrzaski i ARGUMENTY za prowadzeniem roweru z każdej górki! Rozmawialiśmy sobie i nawet część jego monologu słyszałam przez wiatr, szum miasta i gwar ludzi nad Wisłą, produkowałam miliardy sylab podnoszących na duchu zranionego świeżego rowerzystę-ciekawe, czy też „se” mówił w duchu: Gadaj zdrowa! I tak nic nie słyszę!-cieszyłam się widząc, że daje sobie radę, że czuje radość kręcąc i kręcąc i kręcąc, przypominałam sobie spacery z nim w wózku „głębokim”, spacerowym, na rowerku z bocznymi kółkami, na rowerku biegowym, śmiałam się jadąc za nim teraz i próbowałam zobaczyć nas za jakiś czas … .

A może już nie tyle próbowałam zobaczyć, co zastanawiałam się, co tam na nas czeka w przyszłości?…

A jako „przekorny dodatek” zamieszczam mój dialog z synem, gdy musiał pokonać strach i zjechać z górki:

-Fif, jedziemy na dół. Pamiętaj, co mówił tata: tył-przód, tył-przód i dasz radę! Jestem pewna!

-Nie.

-Szymek! Jedziemy dołem! Góra jest dla szaleńców!

Zrozpaczony i przestraszony syn odparował:

-Ale ja jestem szaleńcem!

Zjechał, nie wywrócił się, ba! Rozpędził się nawet i uśmiechnął, więc powiedziałam:

-Widzisz? Dałeś radę! Jesteś dzielny, odważny i sprytny!

Syn dodał:

-I bojący się, mamo!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s